Kategoria MADZIA FIEC

0

Szkoła, szkoła, a po szkole… znowu szkoła!

Na początku października postanowiłam skorzystać z zaproszenia Misjonarek Miłości, żeby spróbować pomóc w szkole przez nie organizowanej. Chciałam zobaczyć, czy mogłabym się jakkolwiek tam odnaleźć. Już na początku zaobserwowałam kiepski poziom angielskiego, którego tam uczą. Trudno się dziwić, że Etiopczycy nie mówią po angielsku, skoro nawet ich nauczyciele tego nie potrafią. Podjęłam się zatem nauczania tegoż języka. Jest to szkoła dla dzieci, które wcześniej się nie uczyły i prawdopodobnie po roku powinny trafić do normalnej rządowej szkoły do pierwszej klasy. Są w bardzo różnym wieku, co też jest nie lada wyzwaniem. Najmłodsze ok. 6 lat, najstarsze może z 12… Klasy są bardzo duże- ok. 60 dzieci. Większość z nich pochodzi z bardzo ubogich rodzin...

Czytaj dalej
0

W łączności ze Światowymi Dniami Młodzieży

Ostatnio w Polsce ponad milion ludzi obchodziło Światowe Dni Młodzieży. Moim małym marzeniem było uczestnictwo w tym wydarzeniu...

Czytaj dalej
0

Krok po kroku powoli jajko zaczyna chodzić na własnych nogach

O co chodzi? Jest to tłumaczenie jednego z etiopskich powiedzeń, które co jakiś czas zdarza mi się słyszeć. Jak się można domyślić znaczy to mniej więcej tyle, że kiedy coś ćwiczymy, uczymy się, powoli coraz lepiej zaczyna nam to wychodzić. W moim przypadku oczywiście chodzi o naukę amharskiego. Z tygodnia na tydzień zauważam, że coraz więcej mówię i rozumiem o czym ludzie rozmawiają. Mój system nauki to teraz 5 lekcji tygodniowo w szkole i 3 razy po 2 godziny praktyki z moim drugim nauczycielem. Jest nim teraz były nauczyciel angielskiego, który po wypadku wylądował na wózku inwalidzkim i tym samym przestał pracować. Dużo lepiej spełnia moje oczekiwania niż poprzedni nieformalny nauczyciel...

Czytaj dalej
0

Jedna rodzina

Jestem już w domu w Awassie. W czasie tej podróży po raz kolejny mogłam doświadczyć wielkiej otwartości napotkanych ludzi, a przede wszystkim wspólnot komboniańskich.

Fenomen polega na tym, że w jakimkolwiek kraju jestem i w jakimkolwiek komboniańskim domu przebywam, mogę czuć się jak u siebie. Czy to w Polsce, w Londynie, w Etiopii, czy w Kenii, czy jestem tam 3 miesiące, miesiąc, tydzień, dzień czy godzinę, wszyscy misjonarze są nie tyle gościnni, co po prostu traktują mnie jak jedną z nich. Również i tym razem jestem ogromnie wdzięczna Kombonianom, ojcom i bratu za tak serdecznie przyjęcie mnie w ich domu...

Czytaj dalej
0

Podróż do wspomnień

Czytaj dalej
0

Nieoczekiwana wycieczka do Kenii

Zaczęłam już wpadać w rutynę z nauką i ze wszystkimi moimi zajęciami, aż tu nagle wczoraj wieczorem otrzymałam informację, że jest problem z moją wizą. Okazało się, że zamiast wizy biznesowej dostałam turystyczną, przez co nie da się załatwić pozwolenia na pracę i tym samym pobyt w Etiopii. Z rana kupiłam bilet do Addis i w tej chwili właśnie tu jestem.  Po rozmowie z ojcami okazało się, że żeby wszystko odkręcić muszę tymczasowo opuścić kraj. Po krótkiej naradzie i kilku telefonach postanowione- jutro lecę do Kenii. Jeszcze nie wiem ile czasu tam spędzę, coś około tygodnia. Będę miała okazję odnowić kilka kontaktów sprzed dwóch lat, kiedy to byłam na doświadczeniu misyjnym...

Czytaj dalej
1

Poznaję Awassę

sierociniec
Mija piąty dzień od kiedy jestem w Awassie. Poznałam moją nową wspólnotę- Maggie i Marka oraz ich trójkę rozbrykanych dzieci. Maluchy robią dużo hałasu i zamieszania wokół siebie. Dzięki nim jest u nas bardzo wesoło. Wspólnota pomaga mi się zorganizować. Szukam teraz przede wszystkim możliwości nauki języka amharskiego, ale też innych zajęć.  Spotkałam się z naszymi siostrami komboniankami, które opowiedziały mi o  swojej pracy, m.in. o szkole dla kobiet. Trochę już zaczęłam pomagać jednej s. Dolores w kwestiach komputerowych. W wakacje siostry organizują komputerowe, ale po pierwsze nie wiem czy będę wtedy w Awassie, po drugie ma to się odbywać w języku amharskim. Także jedyne co mogę, to wesprzeć nauczycieli i siostry, które będą prowadzić kursy...

Czytaj dalej
3

Witaj Etiopio!

Nadeszła ta długo wyczekiwana chwila. Samolot ze mną na pokładzie wylądował wczoraj na etiopskiej ziemi. Z lotniska wydostałam się po ponadgodzinnym odbieraniu wizy i bagażu. Na lotniskowym parkingu przywitała mnie komboniańska delegacja złożona z ojca prowincjała, ojca Sisto, z którym się komunikowałam mailowo i naszej ŚMK Madzi Plekan. Usłyszałam, że w Addis jest bardzo zimno, ale totalnie tego nie odczułam. Przyjechaliśmy do domu, dostałam pokój, napiliśmy się herbaty i ustaliliśmy plan na następny dzień. Pierwszym punktem programu była msza o godzinie 6:30 w domowej kaplicy. Większość dnia upłynęła na załatwianiu różnych urzędowych spraw, więc miałam okazję odwiedzić kilka miejsc. Biurokracja w Etiopii jest naprawdę bardzo rozwinięta i lubi uprzykrzać życie...

Czytaj dalej
0

Mój czas w Londynie

887ab520-8e0e-4e17-b085-f308ffac886dMinął już miesiąc odkąd przybyłam do Londynu. Jestem tutaj po to, by uczyć się języka angielskiego, który będzie mi potrzebny na misji w Etiopii. Przebywam w domu Misjonarzy Kombonianów w dzielnicy Notting Hill. Ojcowie od początku są dla mnie bardzo mili i pomocni w mojej nauce. Każdego dnia spędzamy razem czas przy posiłkach, na modlitwie i w czasie Mszy Świętej. Doradzają, pozwalają mi codziennie czytać czytania na Mszy Świętej i poprawiają moje błędy. Są wyrozumiali, gdy czegoś nie rozumiem. Na szczęście takich sytuacji z biegiem czasu jest coraz mniej.

Staram się dobrze wykorzystać ten pobyt w Anglii. Rano chodzę do szkoły językowej, natomiast popołudnia i wieczory mam do swojej dyspozycji i zwykle poświęcam je nauce...

Czytaj dalej
0

Nowy Etap – Londyn!

W grudniu skończyłyśmy doświadczenie wspólnotowe w Krakowie. Nastał nowy rok, a zarazem świetna okazja na nowe wyzwania. Moim celem na najbliższe 3 miesiące jest nauka języka angielskiego. W tym celu wyjechałam do Londynu.

Cztery dni temu wpakowałam się do samolotu w Warszawie, po czym wylądowałam na angielskiej ziemi. Po paru godzinach (bo szybko z lotniska wydostać się nie da) udało mi się dotrzeć do domu ojców kombonianów w Londynie. Tam ojcowie oraz kucharka pani Małgosia bardzo serdecznie mnie przyjęli. Dostałam obiad, pokój, wyjaśniono mi co, gdzie i jak. Jako że nie warto marnować czasu, już po południu udałam się z ojcem Benito do szkoły językowej w celu przejścia przez proces rekrutacji. Rozwiązałam testy i już od poniedziałku mogę rozpocząć lekcje...

Czytaj dalej