2

Trochę turystyki

Wszystkich Świętych – 1.11.2012 – zwykle w tym czasie byłam w Krakowie, by odwiedzić rodzinne groby, zapalić znicz na cmentarzu. Wiecie rodzinne spotkanie i te sprawy.. W Polsce już wtedy zaczyna się zima (zwykle – teraz nasza pogoda jest nie do przewidzenia). No i w Polsce jest to dzień wolny od pracy. Tutaj moje świętowanie było całkiem inne: rano byłam na mszy, ale potem normalnie szkoła itp. Pogoda inna. Miejsce inne, ale przynajmniej Święto to samo.

W piątek po raz pierwszy udałam się w odwiedziny do sióstr ze zgromadzenia Evanelizing Sisters of Mary (zostało ono założone przed dwóch ojców Kombonianów, tak jak pozostałe cztery zgromadzenia założone przez nich). Mieszkają w pobliskiej miejscowości: Ongata Rongai. Poznałam wcześniej jedną z sióstr – s...

Czytaj dalej
0

Culture day

Brak internetu (i trochę czasu) sprawił, że piszę dopiero dziś. Dni mijają mi coraz szybciej, czasami wydaje się, że za szybko. W sobotę w Tangaza College był ostatni dzień  tygodnia kultury. Udałam się tam rano. Kiedy weszłam na salę ujrzałam scenę (jak w teatrze). Oczywiście zamiast o 9.00 zaczęło się o 10.00 (afrykański czas… :)). Początek był bardzo oficjalny (jak to na festiwalu) i długi ;). Potem odbyło się przedstawienie krajów: reprezentanci ubrani w narodowe stroje, wychodzili na scenę, aby przywitać publiczność. Następnie ludzie z poszczególnych krajów przestawiali swoje tańce: Rwanda, Burundi, Kongo, Kenia, Etiopia z Erytreą…. Piękne widowisko i bogactwo kultur! Trudno to opisać. Po obiedzie w scholastykacie (miło odwiedzić „starych” znajomych) udałam się znów do Korogocho...

Czytaj dalej
0

Na piechotę lepiej…

I po pierwszym praniu (ręcznym oczywiście). Zajęło mi prawie dwie godziny, ale przez dłuższy czas towarzyszyła mi s. Pierina, więc było całkiem miło. Pogoda także sprzyja dziś takim działaniom (jest słonecznie i bardzo ciepło).

Mój osobisty sukces ostatniego czasu (środowego) to samotna podróż ‘matatu’. To co wydawało mi się trochę ‘straszne’ wcale takie złe nie jest. Na pewno jest szybciej. Zwykle jednak korzystam z czasu i pogody i chodzę na spacery do szkoły i z powrotem. Ostatnie dwa dni, mniej więcej z połowy drogi do szkoły, zabiera mnie autem jeden z nauczycieli (to chyba będzie taki zwyczaj). Chodzenie ma naprawdę plusy i to wielkie. Spotykam wielu ludzi. Czasem zagaduję (szczególnie jeśli ktoś mi się przygląda), czasami oni pozdrawiają...

Czytaj dalej
0

„Hararu?”

Ostatnie dni minęły mi bardzo szybko. W sobotę pojechałam razem ze Josephem do Korogocho. Tym razem naszym transportem były wspominane wcześniej  „matatu”. Mieliśmy przesiadkę w centrum na bardzo zatłoczonej ulicy, pełnej ludzi i busów. Nawet Rynek w Krakowie w sezonie letnim to nic porównaniu z tym zjawiskiem ;). Przy okazji dowiedziałam, że do centrum muszę wziąć matatu nr 24, a potem 14 – jeśli kiedyś będę jechać sama.  Co do busów – nie mają godziny odjazdów i przyjazdów. Odjeżdżają, gdy są zajęte wszystkie miejsca. Po drodze ludzie wsiadają i wysiadają – czasami jadą na stojąco, ale to chyba tu jest zabronione, bo raz stojący musieli kucać, kiedy mijaliśmy policję...

Czytaj dalej
0

Scholastykat, nauka i mecz…

Może dziś najpierw opisze cóż to za miejsce ten scholastykat (być możne niektórzy z was nigdy nie słyszeli tej nazwy). Jest to miejsce, gdzie mieszkają klerycy komboniańscy, którzy studiują teologię. To jest okres formacji po postulacie i nowicjacie (czyli po około 5 latach spędzonych u kombo). Obecnie przebywa tu 14 scholastyków i większość z nich pochodzi z różnych części Afryki. To obrazuje trochę sytuacje powołań na świecie.

Co do mnie. Dzień zaczynam zwykle o 6.30, gdyż o 6.45 mamy mszę. Potem jest śniadanie. Codziennie od 9.00 do 12.00 mam lekcje angielskiego. Do szkoły chodzę na razie ‚on foot’. Dziś, w drodze do szkoły towarzyszył mi Riccardo, z powrotem Isaac...

Czytaj dalej
0

Nauka angielskiego

Już po egzaminie z angielskiego. Naukę zaczynam jutro – poziom Pre-intermidiate – nie wiem jak to się stało [pewnie to zasługa Diany]. Do szkoły będę chodzić codziennie po 3 godziny.


Na zdjęciach miejsce gdzie teraz tymczasowo mieszkam – w scholastykacie Misjonarzy Kombonianów. Pierwsze zdjęcie to mój pokój.
Pozdrawiam i zmykam do nauki 😉

Czytaj dalej
0

Znowu w Korogocho

Parę news’ów z mojego świata. W niedziele rano wyruszyłam na spotkanie z Korogocho [jeden z biedniejszych slumsów Nairobi]. Do Kariobangi [komboniańska parafia do której należy także Korogocho] przyszli po mnie Kevin i Otis – poznałam ich na obozie misyjnym w zeszłym roku. Spotkać tu w Kenii kogoś znajomego to jest bardzo miła sprawa! Porozmawialiśmy trochę wędrując przez slums do kaplicy St. John. Byłam tam na mszy – pełnej śpiewu i tańca i chociaż nie rozumiałam prawie nic (msza była w kiswahili) było warto :). Potem, ponieważ jeden z chórów miał swoje święto, poszłam z nimi na obiad do jednej z sal pobliskiej szkoły. Ojciec Stafano [kombonianin pracujący w Korogocho] powiedział, że jak tam się coś świętuje to zawsze jest dużo jedzenia – i było...

Czytaj dalej
1

Nareszcie w KENII

Hej. Pozdrawiam z Kenii!! Dziś o 6.00 rano po 24-godzinnej podróży z dwoma przesiadkami dotarłam do Nairobi. Podróż zaczęła sie średnio, gdyż mój samolot z Warszawy był opóźniony o 2 godziny z powodu mgły i to wydłużyło moją drogę. Po drodze miałam przyjemność spotkać bardzo miłe i pomocne osoby. We Frankfurcie miało miejsce moje pierwsze misyjne doświadczenie samotności. Zmęczona i sama, pytałam siebie „Danka, co Ty wyprawiasz? Gdzie Ty sie wybierasz?”. Ale Pan Bóg dał mi siłę i doprowadził do celu. Kiedy spotkałam o.Stefano poczułam sie dużo lepiej i myśli (które pewnie co jakiś czas będą wracać) odeszły. Pierwsze kroki skierowaliśmy ze Stefciem do scholastykatu – tu będę mieszkać przez parę dni. Poznałam już poru scholastyków i ojców...

Czytaj dalej
1

Posłanie

Żyć zgodnie z zamysłem Boga, krocząc drogą, którą nam wyznaczył to zadanie trudne, ale jednocześnie dające sens naszemu życiu. Jeśli zdecydujemy się wybrać Boga i kroczyć Jego ścieżkami, On napełni nasze serca szczęściem, radością i pokojem. Danusia Król — Świecka Misjonarka Kombonianka powiedziała TAK i pełna odwagi oraz ufności Bogu wyjeżdża służyć najbiedniejszym i najbardziej opuszczonym w Ugandzie.

W niedzielę 7 października w jej rodzinnej parafii w Jastrzębiu-Zdroju miało miejsce bardzo ważne dla niej wydarzenie. W tym dniu Kościół Katowicki posłał ją, by swoim życiem, pracą, zaangażowaniem dawała świadectwo miłości i obecności Boga. Danusia, która jest rehabilitantką będzie służyć ludziom w Matany Hospital w Ugandzie...

Czytaj dalej