0

Teraz = Maintenant

     W taki dzień jak dziś to muszę coś napisać w końcu zdarza się raz na cztery lata i za rok o tej porze już go nie będzie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to jedyny dzień którego nie powtórzę w czasie swojej misji (no chyba, że jeszcze kiedyś wyjadę!)
To tak trochę jak z naszym życiem, nie da się go powtórzyć mamy tylko (albo aż) jedną niepowtarzalną szanse skorzystać z tego wszystkiego co dostaliśmy, a jest tego naprawdę bardzo dużo i jest tak różnorodne.
Tutaj gdzie jestem w Kinszasie codziennie doświadczam czegoś nowego, czegoś innego niż w Polsce. Ostatnio miałam okazję być na zapoznaniu rodzin pary, która w kwietniu chce powiedzieć sobie sakramentalne tak. Ona ma na imię Iren i jest tutejszą Świecką Misjonarką Kombonianką, a On wybaczcie ale nie pamiętam (jak tylko się dowiem to napiszę) i muszę przyznać, że to dość poważna ceremonia na oczach wielu świadków. Jest kamera, fotograf (czyli wszelkie dowody) i to co jest zawsze czyli głośna muzyka. Po takim wydarzeniu dziewczyna nie może już spotykać się z nikim innym czyli to takie bardzo oficjalne zaręczyny wręcz taki mały ślub. Oczywiście cała impreza była w domu, a dokładniej przed domem Iren. Byliśmy na miejscu około godziny 18 z minutami, a nasza prawie narzeczona dopiero co wróciła od fryzjera i to był początek przygotowań. Tak więc usiedliśmy sobie wygodnie razem z innymi gośćmi żeby poczekać na najważniejszy moment. Minęło trochę czasu (tylko 2 i pół godziny) przynajmniej mogłam poćwiczyć swój francuski, a towarzystwa dzielnie dotrzymywał nam ojciec Iren. Poza tym kilka razy zdążyli wyłączyć prąd, ale zauważyłam też że to już nikogo nie dziwi i że zawsze blisko jest jakaś latarka. W końcu pojawił się młody z rodziną i najważniejszą osobą w rodzinie czyli z dziadkiem. A potem znowu czekaliśmy 🙂 Koło godziny 21.00 kiedy już było całkiem ciemno wystrojona Iren w otoczeniu swoich sióstr i innych dziewczyn wyszła z domu. Poszczególne dziewczyny podchodziły do młodego ale ten za każdym razem dawał znak, że czeka na inną, po prostu odwracał się plecami do tej która podchodziła. W końcu podeszła do niego Iren i wtedy chłopak dał znak (pocałował ją!), że właśnie o nią mu chodziło, że ją wybrał. Łatwo można było się domyśleć po kogo przyjechał, a to dlatego, że jego koszula była z tego samego materiału co suknia Iren:-) Najważniejsze dopiero było przed nami. Zaczęła się rozmowa między rodzinami, a dokładniej między mężczyznami rodzin, bo kobiety nie brały w tym udziału. Sam zainteresowany też siedział z boku jedynie Iren była uczestnikiem tej rozmowy (niestety tylko biernym). Rodzina chłopaka poprosiła o dziewczynę, którą wybrał, a w zamian przekazała zgrzewkę piwa i jeszcze parę innych rzeczy i wtedy zaczęła się dyskusja. Chyba było śmiesznie, bo wszyscy się śmiali ale ja niestety nie znam Lingala i nie wiele mogłam zrozumieć. Ale z tego co mi przekazali i czego można było się domyśleć to ojciec dziewczyny powiedział, że musi zobaczyć co to za piwo, a później jak już zobaczył to, że musi spróbować bo nie wie czy dobre. Ale Dzięki Bogu było dobre i wszyscy odetchnęli z ulgą 🙂 Wszystko szczęśliwie się skończyło i w kwietniu będzie ślub i wesele!!! Może nawet się załapię 🙂 Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało w zamian obiecuję, że napiszę jak było.

     A propo dzisiejszej Ewangelii (Łk 4,24-30) dla mnie ona jest taka inna, do niczego mi nie pasuje. Nawet powiedziałabym, że jest dość trudna. A najlepsze w niej jest zachowanie Jezusa, przychodzi do swoich, wie co chce im powiedzieć i to właśnie im mówi, im się to oczywiście nie podoba, ale Jego to w ogóle nie rusza. A potem jeszcze przechodzi pomiędzy nimi i pewnie tak jak On to zawsze robił patrzy im w oczy i już wie wszystko, a oni pewnie biedni błądzą wzrokiem po sobie. Na końcu oddala się (ciekawe czemu nie jest napisane, że odchodzi tylko, że oddala się). W Jego zachowaniu jest taki spokój, pewność tego co robi i całkowity brak lęku. Trochę Mu tego zazdroszczę bo to jest takie trudne, ale przecież on jest Bogiem, ale z drugiej strony Ty i Ja jesteśmy jego dziećmi a czasami „w genach” rodzice dają nam coś od siebie, więc może wystarczy to odkopać, poszukać kto wie co tam jeszcze Nam dał. Owocnych poszukiwań tylko wiesz zacznij już TERAZ.

Un union de prière
A demain.
Ania Obyrtacz 🙂

Zostaw odpowiedź

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>