0

Znaki = Des signes

Tytuł dzisiejszego wpisu po prostu nie mógł być inny!

Znaki, wskazówki i tym podobne – chyba wszyscy je uwielbiamy, a przede wszystkim czekamy na nie z utęsknieniem w szczególności kiedy mamy podjąć jakąś ważną decyzje np. wybór studiów, zmiana pracy, nie mówiąc już o wyborze drogi życiowej! …Chociaż nie, jest taka jedna grupa ludzi która ich nie lubi, a raczej ich nadmiaru zresztą bardzo mi bliska – to polscy kierowcy 🙂 Tak na marginesie pozdrawiam was serdecznie! O tym jak wygląda jazda po Kinszasie na pewno napiszę, ale najpierw muszę się do tego przygotować psychicznie bo to duże wyzwanie no i pasowałoby zrobić jakieś ciekawe zdjęcia. Na ulicach jest dość tłocznie i chaotycznie, w końcu każdego dnia przemieszcza się prawie 12 milionów ludzi. Dla ciekawskich – jeszcze nie prowadziłam samochodu po Kinszasie, ale mam nadzieję, że będę mieć taką okazję.

Ale wracając do znaków. Tutaj gdzie mieszkam na terenie Domu oo. Kombonianów (dom ojców i dom, w którym mieszkam są w obrębie jednego ogrodzenia) jest jeden taki bardzo charakterystyczny znak to dźwięk dzwonka do bramy, takiej dużej metalowej w kolorze zielonym. Ten dzwonek to prosta wersja naszego domofonu, ale jest tak donośny, że słychać go w każdym miejscu gdzie się przebywa. Jego dźwięk oznacza, że ktoś się zbliża. Trochę ludzi tutaj mieszka i zazwyczaj każdy z nas ma kogoś na kogo czeka, ale w pierwszej kolejności zawsze czekamy na ten dźwięk. Ja np. czekam na swojego nauczyciela od francuskiego, tak też było i dzisiaj. Czasami ma problem z dotarciem bo w Kinszasie są mega korki, ale wtedy dzwoni więc wiem, że będzie później. Mój nauczyciel nazywa się Michel Błasa (polska wersja jego nazwiska) i co prawda wykłada filozofię, ale mnie uczy francuskiego. Spotykamy się, co do zasady trzy razy w tygodniu, w poniedziałki, środy i czwartki po południu. Czasami oczywiście zdarzają się goście ponadprogramowi ale zawsze oczekiwani, tak też było podczas pierwszego tygodnia mojego pobytu tutaj. Pojawiła się u Kombonanów całkiem przypadkiem, siostra zakonna z polski s. Roberta ze Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa – siostry Józefitki. Przyszła bo szukała psychologa, a jeden z kombonianów o. Eliasz jest właśnie psychologiem (na mieście mówią, że nawet całkiem dobrym!). Jak dla mnie to super bo w razie problemów mogę się do niego zgłosić już nawet rozmawialiśmy na ten temat 🙂 Ale na razie mówił, że nie widzi potrzeby! Bóg to jednak zadbał o wszystko. Siostra Roberta jest pierwszą osobą z którą rozmawiałam w Kinszasie po polsku, pewnie zapamiętam to na zawsze.

Teraz będzie trochę bardziej poważnie. Przed moim wyjazdem wielu ludzi pytało mnie dlaczego to robię, dlaczego wyjeżdżam na misję, jakie są moje motywacje, co mi to da, w czym mi to pomoże, co z tego będę mieć (można by tak dalej mnożyć!). No bo jak można coś w życiu robić i nic z tego nie mieć. I tutaj zgadzam się w 100% po co robić coś co nam nic nie daje, przecież to bez sensu. Gonić za czymś co nie daje szczęścia, radości, satysfakcji, wieczne zamartwienie się, wieczne narzekanie, niezadowolenie, troszczenie się nie wiadomo o co, samotność, po co nam to. Tylko teraz podstawowe pytanie o jakim życiu rozmawiamy?

Jak już zaczęłam mówi, że jadę jako Świecka Misjonarka Kombonianka to w oczach niektórych pojawiało się jeszcze większe zdziwienia. Czasami ma wrażenie, że oczekiwali jakiejś mega odpowiedzi wręcz wywodu na temat moich motywacji, podobnie jak ludzie z dzisiejszego fragmentu Ewangelii (Łk 11,29-32). Zazwyczaj moja odpowiedź brzmiała tak, jadę bo wierzę, że taka jest Jego wola, że tak mi to zaplanował przynajmniej na najbliższe dwa lata. Dostałam wiele znaków i nadal dostaje, ciężko mi to nawet ująć w słowach. Wiem na pewno, że Ty też je dostajesz tylko otwórz trochę bardziej swoje serce i chciej je zauważyć, a jak dołożysz do tego zaufanie to będzie sukces murowany.

To że jestem tutaj, jest dla mnie jednym wielkim znakiem, że ON JEST, jeśli chcesz tego doświadczyć (nie musisz od razu wyjeżdżać na misje, ale oczywiście możesz) to po prostu zrealizuj JEGO plan nie swój, ON czeka na Ciebie!

Ps. Wiecie po czym poznaje się prawdziwą kobietę (jest taki jeden fajny znak), że staje przed szafą i mówi, że nie ma się w co ubrać niezależnie od tego ile ma tam rzeczy. Dzisiaj widziałam, jak Iren to zrobiła 🙂 Wniosek: prawdziwe kobiety są wszędzie!

Ps. To jedno zdjęcie na którym jestem to właśnie z o. Eliaszem.

Wytrwałości w zaufaniu!

Bonne journée!

z o. Eliaszem

dzwonek

brama

drzwi

Zostaw odpowiedź

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>